Spring naar de hoofdcontent
language

GESCHREVEN DOOR

Portrait of Maciej Miłkowski

Maciej Miłkowski (PL)

VERTAALD DOOR

Portrait of Charlotte Pothuizen

Charlotte Pothuizen (NL)

Portrait of Tul’si (Tuesday) Bhambry

Tul’si (Tuesday) Bhambry (GB)

Maciej Miłkowski - proloog

06 October 2015

Moim ideałem podróżnika jest Immanuel Kant. Podróże dokądkolwiek są całkowicie pozbawione jakiegokolwiek sensu. Niczego się tam nie zobaczy, niczego się nie doświadczy. Po pierwsze – wszędzie jest mniej więcej tak samo. Dokądkolwiek jedziesz, wiedz, że wszystko jest tam urządzone mniej więcej tak samo jak u ciebie. Po drugie – nawet jeśli mieliby tam do pokazania coś, czego jeszcze nie widziałeś, to i tak nie zdążysz tego wszystkiego zobaczyć, a jeśli nawet zobaczysz, to i tak nie zapamiętasz – pomyli ci się to wszystko, zleje w jedno. Bez sensu. Konfrontacja z bezsensem jest jednak zawsze jakoś pożyteczna. Może właśnie to jest sensem podróżowania.

Obawiam się, że wbrew utartemu przekonaniu podróże nie kształcą. To znaczy kształcą, ale tylko tych, którzy się już wcześniej odpowiednio wykształcili. W muzeum zobaczysz tylko te obrazy, które wcześniej zobaczyłeś w przewodniku. Bez przygotowania nie odróżnisz Vermeera od instrukcji przeciwpożarowej. Od kilku tygodni intensywnie przygotowuję się więc do wyjazdu do Holandii. Przeglądam albumy, kartkuję Spinozę, czytam „Twórców kultury holenderskiej”, Herberta, Huizingę. Odświeżam sobie Mulischa, Wolkersa i Nootebooma. Kto wie, może będą przepytywać?

Bo owszem, mimo wszystko postanowiłem obejrzeć sobie z bliska Vermeera, skoro już nadarzyła mi się taka okazja (nieco krępująca sytuacja narracyjna jest taka, że Holendrzy sprowadzają mnie, abym przez kilka dni dla Holendrów pisał reportaże z Holandii – tak to niestety wygląda). Dlatego już teraz zawczasu go sobie oglądam, aby potem mieć go już dogłębnie obejrzanego i móc napisać, że go właśnie obejrzałem i jak mnie to poruszyło. Muszę się w domu nad książkami odpowiednio poruszyć i jakoś spróbować w tym poruszeniu wytrwać do fizycznej wizyty w haskim Mauritshuis i amsterdamskim Rijksmuseum. Ogólnie spośród uczestników festiwalu, z którego mam słać raporty, najbardziej interesują mnie jednak Vermeer i Spinoza – taka jest prawda. „Nie mów im tego” – podpowiada żona.

„Nie sądzę też, aby mieli cię tam przepytywać z twórców kultury niderlandzkiej” – mówi. – „Już raczej będzie ich interesowała kultura polska. Zwłaszcza współczesna”. I to gorzej, myślę sobie, bo ja w kulturze polskiej, zwłaszcza współczesnej, orientuję się umiarkowanie. „Albo te tak zwane polsko-holenderskie związki kulturalne”. Są chyba jakieś związki?

Tak, jest jeden wiersz Zagajewskiego o malarzach Holandii, jest Szymborska o Vermeerze (jeszcze się zdążę wyuczyć na pamięć), a któryś z naszych romantyków miał nawet jakiś epizod niderlandzki, ale niestety teraz nie mogę sobie przypomnieć który. Wystarczy? („Trochę jednak drętwo” – zauważa żona).

Dobra, wiem, mogę ci w takim razie opowiedzieć, jak Marco van Basten obalił komunizm. Chcesz?  Było tak: miałem osiem lat, w mieszkaniu u dziadków oglądałem finał mistrzostw Europy. Piłka nożna, mężczyźni, seniorzy. Grała Holandia i Związek Radziecki (dziadek, obawiam się, kibicował raczej Związkowi – ale teraz nie o tym). No więc był rok 1988 i Związek Radziecki niby miał już swoje najlepsze lata za sobą, ale ogólnie to trzymał się jeszcze całkiem nieźle, ale Gullit najpierw strzelił im pierwszą bramkę z główki (bo on zawsze strzelał z główki), a potem Van Basten rąbnął jedną z najbardziej niesamowitych bramek w historii futbolu i bramkarz radziecki Dasajew długo nie mógł podnieść się z kolan, zanim wreszcie wyciągnął piłkę z siatki. A Związek Radziecki już się z kolan nie podniósł, rok później w Polsce mieliśmy wolne wybory.

„Nie wiedziałam, że się interesujesz futbolem” – mówi żona. Bo się wcale nie interesuję. Już nie. Przestałem się interesować w 1992 w czasie kolejnych Mistrzostw Europy. Marco van Basten nie strzelił karnego. Wtedy stwierdziłem, że wszechświat jest miejscem obojętnym na ludzkie sprawy, boga nie ma, a rzeczywistością fizyczną rządzi chaos. Bez sensu. Prawdopodobnie z futbolem jest jak z podróżami. Jedynym jego sensem jest to, że daje możliwość konfrontacji z bezsensem.

Background

Follow us on

Facebook
YouTube
Spotify
Instagram
TikTok
Newsletter

Partners

Logo denhaag
NLF
Fonds21
De Groene Amsterdammer
gau
mercure
dioraphte
HNT
hvg
cjp
nip
studio twin
academy of art
white rabbit
pluim
meulenhof
orion
meridiaan
bezige bij
De geus
querido
promtheus
koppernik
mauritshuis
vaillant
ooievaarspas
Faber
Uitgeverij oevers
cossee
Arbeidspers
HomeAgendaOver

Crossing Border 2026