Spring naar de hoofdcontent
language

GESCHREVEN DOOR

Portrait of Maciej Miłkowski

Maciej Miłkowski (PL)

VERTAALD DOOR

Portrait of Tul’si (Tuesday) Bhambry

Tul’si (Tuesday) Bhambry (GB)

Portrait of Charlotte Pothuizen

Charlotte Pothuizen (NL)

maciej blog 5

25 November 2015

Zatoczyłem koło: znowu siedzę w swoim krakowskim mieszkaniu i czytam o Holandii. Znowu Herbert, znowu albumy malarskie. Tylko tym razem czytam nie o tym, co niedługo zobaczę, ale o tym, co już obejrzałem. Znowu czytam Mulischa (jednego z moich największych mistrzów), ale tym razem nie interesuje mnie precyzyjna konstrukcja, porywająca fantazja czy imponująca erudycja. Tym razem interesują mnie jedynie adresy, nazwy miast i ulic. Sprawdzam na mapie, czy mogłem tam być, czy mogłem tamtędy iść.

Brakuje mi trochę tej Holandii. Za krótko, za mało. Chciałbym tam zostać dłużej, chciałbym tam zostać na dłużej. Może i na stałe... Nie wiem, czy mógłbym żyć w Holandii, ale z pewnością mógłbym żyć między Holendrami. Podoba mi się mnóstwo rzeczy w tych Holendrach. Najbardziej mi się podoba, że swoje miasta urządzili dla ludzi. Nie dla turystów, nie dla samochodów, nie dla reklamodawców, ale właśnie dla ludzi – dla siebie samych. U nas tego nie ma.

Z Holandii do Polski. Z ojczyzny liberalizmu do kraju, w którym określenie „liberał” jest ciężką obelgą. Z kraju, w którym można mniej więcej wszystko, do kraju, w którym nie można nic. Tam wszyscy robią, na co przyjdzie im ochota – i w efekcie wszystko czyściutkie i pod linijkę (już z okien samolotu widać kwadraty i prostokąty). Tutaj wszystko pod ścisły dyktat takiej czy innej (mniej lub bardziej nacjonalistycznej) prawicy, która uwodzi umysły wszystkich z młodzieżą włącznie (co jednak jest najbardziej przerażające) – a w efekcie wszechobecny chaos. Oczywiste, wcale nie paradoksalne, przewidywalne.

Przed moim krajem rozpościera się czarna dziura. Przede mną samym częściowo też – ale ta dziura nie przeraża mnie, a raczej intryguje. W dobrym momencie trafiła mi się ta Holandia. Kilka tygodni temu skończyłem drugą książkę – pisaną w jakimś frenetycznym zrywie, w jakimś młodzieńczym szale – zaciągając długi intelektualne, psychologiczne i energetyczne, które przez kilka najbliższych miesięcy trzeba będzie spłacać. Dobrze mi zrobił ten pobyt w Hadze, a zwłaszcza konieczność pisania „pod pistoletem” kolejnych felietonów. Najpierw się tego trochę obawiałem, ale później pomyślałem, że w sumie zawsze piszę w takich warunkach, tyle tylko, że sam muszę sobie trzymać pistolet przy skroni.

Pojechać i wrócić. Oderwać się i na nowo wsiąknąć. Umknąć na moment z Polski i ponownie się w niej zanurzyć. Zapomnieć na kilka dni o trzeciej – nienapisanej i wołającej o napisanie – książce. Wrócić i ujrzeć czarną dziurę. Przyglądać się jej, przyglądać się z rosnącą nadzieją.

Mam pewność, że najbliższe lata – przeżyte na coraz krótszym postronku w rękach skrajnej prawicy – doprowadzą w efekcie do znacznej liberalizacji społeczeństwa polskiego. Mam pewność, że z mojej prywatnej czarnej dziury zrodzi się kolejna książka. Bo z czego innego, jak nie z dostrzegania dziur, przepaści, rozpadlin, wykopów i czeluści brało się zawsze moje pisanie? Nie z daru obserwacji – tego nie mam. Nie z rozwiniętej wyobraźni – tej nie mam. Nie z empatii – tej też nie mam. Z dziur, wyłącznie z dziur. Z dziury po nieistniejącym, urojonym bogu. Z dziury po śmiesznym, zużytym narratorze wszechwiedzącym. Z dziury po wymordowanych polskich Żydach. Z dziury po wymarłej polskiej inteligencji. Z dziury, która – nieuchronnie – zostanie i po mnie.

Background

Follow us on

Facebook
YouTube
Spotify
Instagram
TikTok
Newsletter

Partners

Logo denhaag
NLF
Fonds21
De Groene Amsterdammer
gau
mercure
dioraphte
HNT
hvg
cjp
nip
studio twin
academy of art
white rabbit
pluim
meulenhof
orion
meridiaan
bezige bij
De geus
querido
promtheus
koppernik
mauritshuis
vaillant
ooievaarspas
Faber
Uitgeverij oevers
cossee
Arbeidspers
HomeAgendaOver

Crossing Border 2026